presja terminu na budowie

Presja terminu a odpowiedzialność inżyniera – gdzie postawić granicę?

Spis treści artykułu

Presja czasu jest naturalną częścią realizacji inwestycji, jednak napięty harmonogram nie powinien zastępować rzetelnej oceny technicznej i odpowiedzialnej decyzji inżyniera.
Presja czasu jest naturalną częścią realizacji inwestycji, jednak napięty harmonogram nie powinien zastępować rzetelnej oceny technicznej i odpowiedzialnej decyzji inżyniera.

Presja terminu na budowie jest czymś zupełnie naturalnym. Inwestor oczekuje zakończenia robót zgodnie z harmonogramem, wykonawca musi koordynować kolejne ekipy, podwykonawcy mają zaplanowane następne zlecenia, a opóźnienie jednego etapu może wpływać na całą inwestycję.

Problem zaczyna się wtedy, gdy termin przestaje być wyłącznie elementem organizacji robót, a zaczyna wpływać na decyzję techniczną.

Materiał jest już zamówiony. Ekipa czeka. Sprzęt został wynajęty tylko na jeden dzień. Kolejne roboty powinny rozpocząć się rano. W tym samym czasie inżynier zauważa problem, który wymaga sprawdzenia.

Wtedy pojawia się konflikt.

Z punktu widzenia harmonogramu najlepiej kontynuować pracę. Z punktu widzenia odpowiedzialności zawodowej może być konieczne jej zatrzymanie.

Nie chodzi przy tym o nadmierną ostrożność ani o blokowanie inwestycji przy każdej wątpliwości. Budowa wymaga podejmowania wielu decyzji w ograniczonym czasie.

Granica pojawia się tam, gdzie inżynier ma zaakceptować rozwiązanie, którego nie jest w stanie odpowiedzialnie ocenić.

Harmonogram jest ważny, ale nie może być argumentem technicznym

Termin zakończenia robót może mieć ogromne znaczenie ekonomiczne.

Opóźnienie wpływa na koszty sprzętu, wynagrodzenia pracowników, dostępność podwykonawców i możliwość rozpoczęcia kolejnych etapów. W dużych inwestycjach jeden dzień przestoju może powodować poważne konsekwencje organizacyjne.

Terminy realizacji i związane z nimi obowiązki mogą wynikać również z umowy na roboty budowlane, jednak zobowiązania kontraktowe nie powinny zastępować technicznej oceny prawidłowości wykonywanych robót.

Nie zmienia to jednak parametrów technicznych rozwiązania.

Jeżeli element wymaga sprawdzenia przed wykonaniem kolejnej warstwy, fakt, że następna ekipa przyjeżdża jutro rano, nie powoduje, że kontrola staje się mniej potrzebna.

Podobnie materiał, który został już dostarczony na budowę, nie staje się właściwym zamiennikiem tylko dlatego, że jego zwrot spowodowałby opóźnienie.

To podstawowa granica, którą warto zachować.

Argument organizacyjny powinien pozostać argumentem organizacyjnym.

Można analizować, jak ograniczyć opóźnienie. Można zmienić kolejność robót, przenieść pracowników do innego zakresu albo przyspieszyć uzyskanie potrzebnych informacji.

Nie powinno się natomiast zamieniać pytania „czy to rozwiązanie jest prawidłowe?” na pytanie „czy zdążymy, jeśli je zaakceptujemy?”.

Są to dwie różne kwestie.

Najtrudniejsze „nie” pojawia się tuż przed kolejnym etapem robót

Presja rośnie szczególnie wtedy, gdy wykonawca jest już przygotowany do kontynuowania prac.

Zbrojenie zostało wykonane, beton jest zamówiony, a pompa ma przyjechać za godzinę. Warstwa izolacji jest gotowa do zakrycia. Sufit podwieszany ma zamknąć instalacje. Wykonawca chce rozpocząć zasypywanie przewodów albo wykonanie kolejnej warstwy posadzki.

Właśnie wtedy może zostać zauważona niezgodność.

Im bliżej rozpoczęcia kolejnego etapu, tym większa pokusa, aby uznać problem za mało istotny.

Przecież zatrzymanie robót będzie kosztowało.

Nie powinno to jednak przesądzać o decyzji.

Szczególnie ważne są roboty, których późniejsza kontrola będzie utrudniona albo niemożliwa. Po zakryciu instalacji, wykonaniu kolejnej warstwy czy zabetonowaniu elementu sprawdzenie wcześniejszego etapu może wymagać kosztownych odkrywek.

Dlatego granicę odpowiedzialności warto postawić przed wykonaniem czynności nieodwracalnej lub trudnej do odwrócenia.

Jeżeli istnieje istotna wątpliwość, moment przed zakryciem jest często ostatnią realną możliwością jej wyjaśnienia bez ingerencji w gotowy element.

Kilka godzin opóźnienia może być wtedy znacznie mniejszym problemem niż późniejsza naprawa.

Podpisu nie powinno się traktować jako sposobu na przyspieszenie inwestycji

Presja harmonogramu może dotyczyć nie tylko wykonywania robót.

Czasami dotyczy dokumentów.

Protokół trzeba podpisać dzisiaj, ponieważ jutro wykonawca wystawia fakturę. Odbiór powinien zostać zamknięty, ponieważ kolejna firma musi rozpocząć pracę. Dokumentacja ma trafić do inwestora przed końcem miesiąca.

W takich sytuacjach podpis inżyniera może zacząć być traktowany jak ostatni element administracyjny potrzebny do przejścia dalej.

To niebezpieczne uproszczenie.

Jeżeli podpis potwierdza wykonanie określonej czynności, zgodność rozwiązania albo przeprowadzenie kontroli, powinien odpowiadać rzeczywistemu stanowi.

Nie należy podpisywać dokumentu tylko dlatego, że „formalność trzeba zamknąć”.

Szczególnie ryzykowna jest sytuacja, w której ktoś proponuje podpisanie dokumentu teraz, a sprawdzenie szczegółów później.

Kolejność powinna być odwrotna.

Najpierw należy uzyskać podstawę do potwierdzenia określonego stanu, a dopiero później złożyć podpis.

Harmonogram może określać, kiedy dokument jest potrzebny. Nie powinien jednak decydować o tym, czy inżynier może potwierdzić coś, czego jeszcze nie zweryfikował.

Zamiennik dostarczony na budowę nadal trzeba ocenić

Dostarczenie zamiennego materiału na plac budowy nie przesądza o możliwości jego zastosowania – przed rozpoczęciem robót należy ocenić jego właściwości i zgodność z przyjętym rozwiązaniem.
Dostarczenie zamiennego materiału na plac budowy nie przesądza o możliwości jego zastosowania – przed rozpoczęciem robót należy ocenić jego właściwości i zgodność z przyjętym rozwiązaniem.

Bardzo wyraźnie konflikt między terminem a odpowiedzialnością widać przy zamianach materiałowych.

Produkt wskazany w dokumentacji jest niedostępny. Dostawca proponuje inny materiał, który może dostarczyć natychmiast. Wykonawca zamawia go, ponieważ chce uniknąć przerwy w robotach.

Dopiero później pojawia się pytanie o akceptację rozwiązania.

Wtedy presja jest znacznie większa.

Materiał znajduje się już na budowie. Jego zwrot będzie kosztował. Ekipa czeka, a harmonogram przewiduje rozpoczęcie prac.

Fakt dokonania zakupu nie może jednak zastąpić oceny technicznej.

Inżynier powinien mieć możliwość sprawdzenia właściwości produktu, jego przeznaczenia, zgodności z projektem oraz warunków konkretnego zastosowania.

Jeżeli potrzebne jest stanowisko projektanta, należy je uzyskać przed zastosowaniem zamiennika.

Niebezpieczny mechanizm powstaje wtedy, gdy decyzję zakupową podejmuje się wcześniej, a później oczekuje od osoby technicznej jedynie formalnego zaakceptowania faktu dokonanego.

To odwraca właściwą kolejność.

Najpierw powinno się ustalić, czy rozwiązanie może zostać zastosowane. Dopiero później należy organizować jego dostawę i wykonanie.

Odpowiedzialności za decyzję nie można przenieść na harmonogram

Na budowie często można usłyszeć argument: „inwestor tego wymaga”.

Może pojawić się również informacja, że decyzję trzeba podjąć natychmiast, ponieważ inaczej wykonawca nie dotrzyma terminu.

Takie okoliczności mają znaczenie organizacyjne.

Nie powinny jednak powodować, że osoba odpowiedzialna za decyzję techniczną przestaje ją samodzielnie oceniać.

Jeżeli inżynier ma potwierdzić prawidłowość rozwiązania, powinien mieć podstawę do takiego potwierdzenia.

Nie zmienia tego fakt, że szybszej odpowiedzi oczekuje inwestor, przełożony czy wykonawca.

Warto również uważać na sytuacje, w których decyzja jest przedstawiana jako zbiorowa.

Na spotkaniu wszyscy zgadzają się, że „robimy dalej”, ale później okazuje się, że formalne potwierdzenie rozwiązania ma złożyć jedna konkretna osoba.

Wtedy znaczenie ma nie tylko to, co ustalono podczas rozmowy, ale również to, kto posiadał kompetencje do podjęcia określonej decyzji i kto ją ostatecznie potwierdził.

Zakres takich kompetencji może wynikać między innymi z rodzaju i specjalności posiadanych uprawnień budowlanych, dlatego presja czasu nie może prowadzić do podejmowania decyzji wykraczających poza własne kwalifikacje.

Dlatego presja grupy nie powinna zastępować indywidualnej oceny technicznej.

Jeżeli inżynier potrzebuje dodatkowych informacji, powinien jasno to powiedzieć.

Zatrzymanie jednego zakresu nie musi oznaczać zatrzymania całej budowy

Postawienie granicy nie musi oznaczać wyboru pomiędzy dwiema skrajnościami: albo kontynuujemy wszystko, albo zatrzymujemy całą inwestycję.

W praktyce często istnieje trzecie rozwiązanie.

Można wstrzymać wyłącznie zakres, którego dotyczy wątpliwość, a pozostałe roboty prowadzić zgodnie z planem.

Jeżeli problem dotyczy jednego fragmentu konstrukcji, inne części inwestycji mogą nadal postępować. Gdy trzeba wyjaśnić zamiennik materiałowy, zespół może wykonywać prace, które nie wymagają jego zastosowania.

Wymaga to dobrej organizacji.

Właśnie tutaj harmonogram powinien pomagać inżynierowi, a nie wywierać na niego presję.

Dobrze przygotowany plan realizacji powinien uwzględniać możliwość pojawienia się pytań technicznych, odbiorów i konieczności uzyskania decyzji projektowych.

Jeżeli każda wątpliwość automatycznie powoduje kryzys terminowy, problem może leżeć również w sposobie zaplanowania inwestycji.

Odpowiedzialna reakcja nie polega więc zawsze na prostym „stop”.

Często polega na takim przeorganizowaniu prac, aby wyjaśnić problem bez niepotrzebnego zatrzymywania innych robót.

Dobra decyzja powinna pozostawić po sobie czytelny ślad

Presja czasu sprzyja ustaleniom ustnym.

Ktoś dzwoni, szybko opisuje problem i oczekuje natychmiastowej odpowiedzi. Pada decyzja, roboty ruszają, a kilka miesięcy później uczestnicy inwestycji inaczej pamiętają przebieg rozmowy.

Dlatego im większa presja terminu, tym większe znaczenie ma uporządkowanie informacji.

Nie oznacza to, że każda rozmowa musi zamieniać się w rozbudowany protokół.

Ważne decyzje powinny jednak pozostawić czytelny ślad odpowiadający ich znaczeniu.

Jeżeli rozwiązanie wymagało dodatkowej konsultacji, warto zachować jej wynik. Jeżeli projektant zaakceptował zmianę, informacja powinna być możliwa do późniejszego odtworzenia. Jeśli określony zakres został czasowo wstrzymany z powodu wątpliwości technicznych, przyczyna również powinna być jasna.

Dokumentowanie ma jeszcze jedną zaletę.

Porządkuje proces podejmowania decyzji.

Kiedy trzeba jasno opisać problem, wskazać brakującą informację i sformułować pytanie, często okazuje się, że rozwiązanie można uzyskać szybciej niż podczas serii nieprecyzyjnych rozmów telefonicznych.

Presja terminu nie powinna więc prowadzić do ograniczenia dokumentowania najważniejszych ustaleń.

Właśnie wtedy staje się ono szczególnie potrzebne.

Granica przebiega tam, gdzie termin zaczyna zastępować ocenę techniczną

Inżynier powinien postawić granicę wtedy, gdy presja czasu zaczyna zastępować brakującą kontrolę, uzgodnienie lub rzetelną ocenę techniczną rozwiązania.
Inżynier powinien postawić granicę wtedy, gdy presja czasu zaczyna zastępować brakującą kontrolę, uzgodnienie lub rzetelną ocenę techniczną rozwiązania.

Presja terminu na budowie nie zniknie. Jest naturalnym elementem realizacji inwestycji i inżynier powinien umieć pracować w warunkach ograniczonego czasu.

Nie oznacza to jednak, że harmonogram może decydować o wyniku oceny technicznej.

Granica pojawia się wtedy, gdy termin ma zastąpić brakującą informację, kontrolę, uzgodnienie albo ocenę rozwiązania.

Jeżeli jedynym argumentem za kontynuowaniem robót jest to, że „nie możemy już czekać”, warto ponownie przyjrzeć się sytuacji.

Być może można zmienić kolejność prac. Być może potrzebna jest szybka konsultacja z projektantem. Czasem trzeba sprawdzić dokumentację albo wykonać dodatkową kontrolę.

Może się również zdarzyć, że określonego zakresu rzeczywiście nie należy kontynuować do czasu wyjaśnienia problemu.

To nie oznacza ignorowania interesu inwestycji.

Przeciwnie. Odpowiedzialna decyzja techniczna chroni inwestycję przed skutkami błędu, którego usunięcie po wykonaniu kolejnych etapów może być znacznie droższe i bardziej czasochłonne.

Dobry inżynier powinien więc rozumieć harmonogram i szukać sposobów ograniczania opóźnień.

Jednocześnie musi wiedzieć, kiedy czas przestaje być argumentem, który można brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji technicznej.

Termin można negocjować, kolejność robót można zmienić, a część prac można przeorganizować.

Odpowiedzialności za świadomie zaakceptowane rozwiązanie nie da się jednak później wyjaśnić samym stwierdzeniem, że harmonogram był napięty.

Podziel się:
Znajdź na blogu
Ostatnie wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Dołącz do newslettera
Otrzymaj poradnik wraz z wypełnionym zbiorczym zestawieniem praktyk!